...w oczekiwaniu
na wolne krzesło

 

Więź z muzyką czułam od dzieciństwa. Jako dziesięciolatka zaczęłam chodzić na lekcje gry na fortepianie. Przez następne 5 lat grałam etiudy, sonatiny i preludia, ale jednocześnie prawie wariowałam ze szczęścia słysząc w radiu standardy jazzowe, Rythm&Blues’a czy Rock’n Roll’a. Jednocześnie czułam się strasznie nieszczęśliwa, bo granie tej muzyki wydawało mi się zupełnie nieosiągalne...

W tamtych czasach (lata 70-te) materiały z tego rodzaju muzyką nie były w ogóle dostępne, a nie znałam na tyle angielskiego, śeby móc samej spisywać teksty z taśm (wtedy jeszcze magnetofonów szpulowych). Na szczęście koleżanka ze szkoły chodziła na angielski już od siódmego roku życia i była gotowa mi pomagać. Mama kupiła mi gitarę -  raczej mebel, niż instrument – a ktoś pokazał mi parę pierwszych akordów...
W ten sposób powstał mój pierwszy repertuar: mieszanka piosenek country& folk, które śpiewałam na prywatkach i spotkaniach harcerzy wodniaków :-)

Kończąc liceum zaczęłam występować w „Siódemkach”, popularnym wtedy klubie studenckim w Łodzi (teraz pub 77) i założylam mój pierwszy zespół.

 

 

Zgłosiłam nas do Poznania na V Folk Blues Meeting, ale zespół nie dojechał. Za to w Poznaniu poznałam Maćka.

 

... na krześle :-)

 

Maciek Pietracho (lewe zdjęcie poniżej, ostatni z prawej ) dawał masę inspiracji. Grał i śpiewał (po polsku) tak, że można było wypaść z butów, ale inni zdawali się tego nie zauważać. Zagraliśmy moje numery razem, on na mandolinie, ja na gitarze i... było fantastycznie! Po występie chcieliśmy to jakoś uczcić, ale byłam wtedy chronicznie bez pieniędzy. Maciek zabrał mnie wtedy do jakiejś knajpy na Starym Mieście, gdzie byli sami faceci i wszyscy pili piwo. Jak zagraliśmy, obrzucili nas kasą, chyba zarobiliśmy ze 100 złotych w 15 minut. Nie musiałam się długo zastanawiać. Maciek grał w Warszawie, więc wróciłam do Łodzi, spakowałam rzeczy i odszukałam go 2 dni później na warszawskiej Starówce.

W Warszawie było wtedy kilka kapel ulicznych grających amerykański blue grass i szybko zaczęłam grać razem z nimi. Wszyscy wyjechali potem na Zachód, tak jak i Maciek (kiedy spotkałam go parę lat później w Berlinie, nie grał już niestety swoich piosenek).
 → piosenka Maćka Pietracho “O węglu”. Ale do tego czasu graliśmy często we dwójkę w klubach i na festiwalach, a w większych składach na co dzień na ulicach. Wszyscy byliśmy trochę dzicy... Kiedyś w jakimś mieszkaniu usłyszałam muzykę, która przeszyła mnie na wylot… powiedziano mi, że to jest blues… i wiedziałam: muszę śpiewać blues’a.

Ktoś powiedział mi w tym czasie o gitarzyście, który chciałby grać i dał mi numer telefonu. Tak poznałam Piotrka Rucinskiego (prawe zdjęcie poniżej, Piotr z lewej, ja z prawej).  Podobał mi się jego sposób grania i zaczęliśmy razem pracować. Do wyjazdu Maćka graliśmy często we trójkę. Piotr grał chętnie i z dużym wyczuciem. Nasz repertuar szybko się rozrastał, a kiedyś jego przyjaciel, Marek Kreutz, napisał nam tekst o dworcowej poczekalni…

 

 

 

 

 

 

 

 

Piotr, ja i Maciek

 

Piotr i ja

                                              

 

 

 

 

 

 

 

Ja i Kornel

 

W tamtych czasach radio nie musiało jeszcze zabiegać o słuchalność i szczególnie Trójka zajmowała się intensywnie kształtowaniem gustów. Wśród cyklicznych audycji znajdował sie „Blues wczoraj i dziś”, którego autorką była Majka Jurkowska. Po doborze utworów wyczuwałam bliską osobę i pewnego dnia odważyłam się zadzwonić do radia. Chciałam poprosić o pewne nagrania, a otrzymałam zaproszenie do domu. Przyszłam z gitarą i śpiewałam, a Majka nie ukrywała poruszenia. Szybko zorganizowała mi pierwszą sesję nagraniową w łódzkim radiu. Nagrana tam “Poczekalnia PKP”  (→ mp3 “Poczekalnia PKP”) weszła na antenę i przez następne tygodnie słychać ją było parę razy dziennie, a ja stałam się nagle znana.

Zaczęły napływać zewsząd zaproszenia, wszyscy chcieli usłyszeć Poczekalnię PKP na żywo. Piotr i Marek napisali następne polskie utwory: “Wielkie Koło” i “Hotel Grand” (→ mp3 “Hotel Grand”). Jednocześnie dołączyl do nas dwojga Janek Skrzek na harmonijce ustnej, pózniej jeszcze gitarzysta, Piotruś Majewski… Graliśmy po 3-5 koncertów tygodniowo jeżdżąc po calej Polsce przez chyba 2 lata. Ukoronowaniem naszej działalności stała sie płyta
Blues Koncert z koncertu w Aquarium, która w połowie września 2005 doczekała sie reedycji.
Pewien etap dobiegł konca. Wielka fascynacja amerykańskimi standardami bluesowymi spełniła się i zapragnęłam pójść dalej, niestety nie wiedziałam, jak to zrobić, a presja otoczenia była ogromna. Okrzyknięta Pierwszą Damą, marzyłam o kimś, od kogo mogłabym się uczyć i kto pomógłby mi znaleźć dalszą drogę... Moi opiekunowie: wspaniała Majka i Pan Borkowski, również redaktor muzyczny Trójki, poprosili Wojtka Karolaka o przygotowanie sesji studyjnej z
bigband’em. Niestety, nie byłam przy pracy z muzykami i zaśpiewałam tylko do gotowych podkładów. Niewiele z tego dalej wyniknęło.
Drugim pomysłem była szkoła w Katowicach, ale ówczesny dziekan uczelni, którego znałam z Jazz Jamboree, zdecydowanie mi to odradził. Mogłabym w ten sposób stracić nie tylko czas, ale też to, co już zdołałam sama wypracować i co bło cenne. Poza tym byłam zbyt znana...

Usłyszałam dziwne nagrania z kontrabasem i perkusją. Zawsze bardzo lubiłam kontrabas i postanowiłam pójść w tym kierunku. Zaprosiłam do współpracy Zbyszka Wegehaupta, później dołączyl do nas Brysiu (Zbyszek Brysiak). 
To było bardzo miłe trio i zrobiliśmy razem ciekawe rzeczy (→ mp3 “Easy Money”), ale mimo to nie poczułam, że odnalazłam dalszą drogę… Wtedy postanowiłam przestać śpiewac do momentu, az ją odnajdę. To był trudny okres, a trudne okresy są bardzo dobre. Zaczęłam malować i zastanawiać się gęboko nad życiem...

Tymczasem w Polsce było coraz trudniej. W 1987 spotkałam nauczyciela buddyjskiego Lamę i zostałam buddystką, a w 1988 roku podjęłam decyzję wyjazdu na stałe za granicę, przekonana o tym, że tam będę mogła się lepiej rozwijać. Jednak mimo różnych prób ogarniało mnie coraz większe zniechęcenie: nie mogłam odnaleźć tego, co najcenniejsze: prawdziwej radości i sensu śpiewania. I chociaż nie przyszło mi to łatwo, zdecydowałam się w końcu poszukać satysfakcji gdzie indziej.

 

 

 

 

 

 

 

  Michał, Paweł, ja i Jackson

 

 

 

 

 

 

 

Jeszcze w Polsce fascynowała mnie chińska medycyna. Myśl o staniu się lekarzem akupunktury spodobała mi się od razu. Zaczęłam naukę w dpowiedniej szkole i było to jak nowe życie: czułam przypływ sił i wielki entuzjazm. I całe szczęście, bo musiałam wchłonąć naprawdę masę wiedzy.
W Niemczech, aby móc praktykować medycynę alternatywną trzeba poznać dogłębnie medycynę klasyczną, więc ją też musiałam wkuć. W końcu zdałam wszystkie egzaminy i otrzymałam prawo do otwarcia prywatnej praktyki, YES!!!
 
W roku 2003 przyjechałam na dłużej do Polski i nieoczekiwanie spotkałam Piotra (Rucińskego), który  zaprosił mnie na gościnny występ. To, co na początku miało być tylko przygodą, zaczęło się rozrastać i muzyka stawała się coraz bardziej centralnym tematem. Szybko pojawiły się pierwsze pomysły i napisałam Mgłę (→ mp3 “Mgła”) , która się bardzo spodobała, więc zachęcona tym, zaczęłam pisać dalej. Marek (Kreutz) i Piotr dołożyli własne utwory  i tak powstał nowy repertuar, który się dalej powiększa.

Od momentu powrotu na scenę współpracowałam z różnymi muzykami. Na początku był to przede wszystkim Piotr Ruciński. Wspólnie zrealizowaliśmy projekt “Ela sings The Blues” (z okazji reedycji naszego albumu “Blues Koncert”, (lewe zdjęcie powyżej). Inny projekt, w którym wzięli udział P.Jackson Wolski, Paweł Mazurczak i Michał Pastuszka (zdjęcie powyżej) nazwałam
E.M.-Tronic (→ więcej), a od niedawna pracuję z nowym zespołem. Z pewnością odnalazłam wizję, ale jej forma jeszcze się kształtujei mam nadzieję, że nigdy nie skostnieje.